środa, 28 marca 2012
Kto
Kto by tracił czas na zmartwienia, kiedy lśni rosa, liście szeleszczą, pająk ucieka do kryjówki, a niebo odbija się w kałuży.
20:27, ciszaleczydusze
Link
środa, 14 marca 2012
Przemioty
Towarzyszu podróży. Stań czasem z boku i spójrz na to jak się zachowujesz względem mnie. Co jest dla Ciebie ważne w naszych relacjach. Czy to że powinienem ofiarowywać Ci pewien zakres stabilizacji? Tak wiele do myślenia dają mi nasze sytuacje. Jak wiele się zmienia gdy brakuje przedmiotów. Jak niska jest względem nich moja wartość w Twoich oczach. Dlaczego nie jest ważne zaufanie? Szczęście? Dwie kanapki zrobione wieczorową porą. Sprawdzam Cię. Jestem jak pokerzysta, nie pokazuję Ci wszystkich kart. Czasem też, choć rzadko - blefuję. Tylko po to, by ocenić czy wolisz mnie, czy moją materialną otoczkę. Bo - na szczęście - nie przestałem jeszcze patrzeć sercem.
21:30, ciszaleczydusze
Link
czwartek, 22 września 2011
Zbieg okoliczności łagodzących
Szliśmy do siebie ty i ja
A drogi nasze wciąż mroczne były
Lecz znalazł się ktoś
I pomógł nam się spotkać
Wśród zielonej naszej równiny
Wyszliśmy piękni dla siebie
I tacy zadziwieni
Nasze serca gorące
Bić równo zaczęły
Jakby same tylko były na Ziemi
A przecież mogłem być
Przed twoją erą
A przecież mogłaś być
Przed moją erą
Zbiegliśmy razem ty i ja
Z gór ośnieżonych w ciepłą dolinę
Kto tak dobry był
I pomógł nam się spotkać
W tej oszalałej gęstwinie
Wyszliśmy nadzy dla siebie
Z nocy na światło dzienne
Nasze zegarki ślepe
Chodzić nagle zaczęły
O jednej i tej samej godzinie
A przecież mogłem być
Przed twoją erą
A przecież mogłaś być
Przed moją erą
20:30, ciszaleczydusze
Link
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
...
Jak myślisz, czy tam, za ostatnią już ciszą, Tam, skąd się listów nie pisze Nasze czułe dusze dwie znowu rozpoznają się I czy spotkają się?
Czy dusze znają mowę dotyku? Czy wymieniają spojrzenia? Czy mijają się w milczeniu, Czy w nieznanym nam języku rozumieją się?
Szczęśliwi w niewiedzy znajdą pocieszenie. Jak dobrze mi z nadzieją że nie ma nieistnienia.
Czy dusze są tu, obok nas, jak powietrze? Czy są odległe, jak gwiazdy? Czy unoszą się na wietrze Albo cicho wiją gniazda z przedwieczornej mgły?
" "
Szczęśliwi w niewiedzy znajdą pocieszenie. Jak dobrze mi z nadzieją że nie ma nieistnienia.
Czy myślisz, że tam niskie lipcowe słońce Da swego ciepła nam więcej? I czy dusze nasze na rozgadanej wonnej łące będą mogły trzymać się za ręce?
21:39, ciszaleczydusze
Link
środa, 17 sierpnia 2011
nieistnienie
Nie ma mnie tutaj. Odpływam w niebyt, duszę się pseudowolnością.
Zanurzam się w oceanie własnej słabości, zdejmuję maskę, szukam
zaginionego skarbu... Sam nie wiem czego szukam. Moje potrzeby
zdeterminowane są aktualnymi problemami... Wychylam się ze starego
pociągu przez otwarte drzwi. Miarowy stukot kół jest biciem mego serca,
odjeżdżającego w niewiadomą stronę. Nie mam biletu, konduktorze.
Uciekam, nigdy tego nie robiłeś? Wsiadłem jedynie z zielonym liściem w
dłoni, polisą na lepsze życie, chwiejne, niepoukładane, niedoskonałe jak
on sam... Chcę poczuć wiatr we włosach. Chociaż tak. Chyba zbliża się
jesień. Jest zimno, ciemno, mokro. Jem salceson, puszczam latawce.
Próbuje być szczęśliwy. Na swój sposób.
22:22, ciszaleczydusze
Link
poniedziałek, 08 sierpnia 2011
wola mocy
Tej nocy rozbrzmiewa Gnosienne 3 Erika Satie wprawiając mnie w zwyczajną dla Jego muzyki melancholię... Pada deszcz... gdy słucham tej muzyki przypomina mi ona wszystkie pogrzeby na których grałem, ludzi, których tam spotkałem, ich stosunek do śmierci i przemijania... Widzę dzieci krzyczące: "TATO", matki wspierające się na ramionach aniołów, obciążone niczym Maryja w Piecie, jednak nie-fizycznym ciężarem... Tak często mam ochotę być po prostu wredny. Odpłacać złem za zło. Tyle razy, Panie Boże przychodzą takie chwile, o których nikomu nie mówię... Niekiedy zwyczajnie pada deszcz w moim sercu, wtedy myślę o śmierci, o tym, że przecież też przeminę, zamknę się w sobie na zawsze i nie odezwę do nikogo... Zasnę, zostanie po mnie pył, jakby nigdy nic urosną na mnie kwiatki. Jest jednak osoba, przy której mimo wszystko będę zawsze, wobec której wola mojego przetrwania jest tak silna, silniejsza niż śmierć. Nigdy nie umrę, będę w gołębiu, kwiatku, który zerwie... w świeczce, którą zapali, w muzyce, której będzie słuchać... W dźwięku płynącej rzeki, turkocie pociągu przejeżdżającego przez metalowy most... Cały nie umrę, zawsze będę przy Tobie, nawet kiedy mnie już nie będzie...
22:11, ciszaleczydusze
Link
niedziela, 17 lipca 2011
widziałem domy o milionach okien...
Pobudka piąta czterdzieści. Szybki prysznic, śniadanie zjedzone w pośpiechu, niedopita herbata. Pięć minut do autobusu. Kroki... ponad sto kroków. Światła. Zielone. Pięćdziesiąt kroków. Niebieski autobus. Zaspani ludzie. 4,5km. Przystanek ku lepszemu życiu. Kanapka jedzona po drodze. Mijany codziennie ten sam starszy Pan z pieskiem. Mroczna ciasna winda. Lista, wpis na listę. Analiza. Przekroczenie kosztu za 1 kwartał 2011 na energii w podjednostce X. Telefon. I znowu muszę być sukinsynem. I nic nie rozumieją. "Co to za różnica, że zapłaciliśmy 5tys więcej za prąd?" Analiz ciąg dalszy. Diagnoza: awaria w jednostce Y. Wyjazd. Mają po mnie przyjść fachmani. A ja mam skontrolować dokumentację. Pięćdziesiąt kroków. Winda. I wiem co mnie czeka. Podróż niechcianym sentymentem do miasteczka z 3 grudnia. Mijam te ulice. Te punkty, obok których się przechadzaliśmy. Widzę Twoją twarz, mimo że Cię nie ma. Czuję pustkę. Cholerną pustkę. Chciałbym żeby to się skończyło. Współtowarzysze pytają: wszystko ok? wyglądasz jakbyś był chory. Taka sytuacja. Niby normalna. Wyżywam się na ludziach. Załatwiamy sprawę. Wracamy. Nie powinienem prowadzić, ale prowadzę. Polna. Warszawska. Wójtowska. Lotników. Bielańska. Uciekam. Plan miasta znam doskonale... Tamci z tyłu piją. Moja dusza płacze. Brakuje ciszy, która zwykła ją leczyć. Milion myśli. Zepsute hamulce. Wracam. Nie chcę chyba pamiętać, że straciłem skrzydła lecąc do Ciebie. Upiłem się przed mijanym przydrożnym sklepikiem. Ta droga odmieniła moje życie. I ma wpływ na obecne. Ale nic. Wróćmy do rzeczywistości. Dojechałem z powrotem do pracy. Rutyna. Wychodzę. Wracam do domu. Alergia nie daje mi żyć. Co Ci jest? - pytanie do obiadu. - Nic - odpieram. Zamykam się w sobie. Byłaś moim największym błogosławieństwem, zmieniłaś się w największe przekleństwo. Nie ma sensu o Tobie pamiętać... Piętnaście kroków. Myję zęby. Piętnaście kroków. Pismo Święte. Jak co wieczór przypadkowy cytat. Tym razem: "Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię". Tak bardzo tęsknię za Bogiem. Za latami kiedy wszystko było czarne i białe. One już nie wrócą. Już cię nie kocham, w moim życiu pojawiła się masa nowych ludzi. Ale na zawsze pozostaniesz kimś nieokreślonym. Czułem do Ciebie dużo, ale ostatecznie pustka po Tobie jest jak dziura po gwoździu, który zły człowiek wbił w futrynę...
23:12, ciszaleczydusze
Link
wtorek, 05 lipca 2011
jesienny nastrój mimo lata
Mam znowu doła znów pragnę śmierci, wracają stare lęki i nie mogę w nocy spać. Ból przemijania, choroby, wojny, rozpacz, wszystkie ciemne strony życia dręczą mnie a, kurwa mać.
Brazylijski serial już nie cieszy jak kiedyś, nawet seks jest banalny i nie kręci mnie. Może jestem nienormalny, za krótko byłem w wojsku, może w lecie jakiś komar adidasa sprzedał mi...
Mam znowu doła znów pragnę śmierci, wszystkie formy samobója przed oczyma stają mi. Sam już nie wiem co robić mam, nie chcę dłużej smażyć tłuczonego szkła, mam już dość leżenia pod kałużą, ratuj mnie jesienny mały Boże...
*** Teraz to już przeszłaś samą siebie
21:50, ciszaleczydusze
Link
|
|